Klub Modelarzy Kolejowych N-orma

pl. Defilad 1 (w Muzeum Techniki) 00-901 Warszawa

KRS 0000320466; REGON 100617743

mail: poczta@n-orma.pl

 

SpotkaNie w Łochowie

25-27 lutego 2005

Po prawie dwóch latach od opracowania N-ormy nadszedł czas aby sprawdzić ją w praktyce. SpotkaNie zaplanowano na 25-27 lutego. W każdym z nas rodziły się pytania - jak to będzie, czy się uda? Do chatynki w Łochowie pod Rawą Mazowiecką zaanonsowali się: eNtraker "Profesor", Przemo (Kraków), Zvolack (Łódź), WiygN, Hugwa i ja (Warszafka).



W piątkowy wieczór chałupka przeżyła najazd Wawki. Należało odpowiednio przygotować lokum do przyjęcia pozostałych N-ormowiczów, których przyjazd został zaplanowany na sobotę rano. Po odpowiednim rozpaleniu "kozy" i żołądków, a także przetestowaniu modułu wiygNa (jazda "maleństwa" Tkh 1 Hugwy po 80 cm), ekipa przy radosnych dźwiękach muzyki z radyjka, udała się na zasłużony odpoczynek.


Sobotni poranek to popisy kulinarne Miksera (ach ta jajecznica!) oraz walka o ogrzanie chatynki (było zimno jak w kieleckiem). Pierwszy zameldował się Zvolack. Nastąpiło uroczyste wniesienie jego modułu N-ormowego (120-to cm fragment stacji) i pierwsza próba połączenia. Chwila przygotowań i... na ten moment czekaliśmy 2 lata !!! Jest !!! Udało się !!! Nastąpił pierwszy w historii przejazd po dwóch połączonych ze sobą modułach N-ormowych o długości 2,00 m. Ta ("wiekopomna") chwila została okraszona wspaniałym złocistym trunkiem przywiezionym przez Zvolacka prosto z Czech.


Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, ile frajdy przyniesie nam ten dzień.
Niedługo potem do naszej czwórki dołączyli kolejni dwaj N-ormowcy - Przemo i eNtraker. Spodziewaliśmy się, że Profesor przywiezie ze sobą 40-to cm modulik (pierwszy w historii N-ormy) i że Przemo też coś pokaże. Ale to co krakowiacy zaprezentowali spowodowało, że szczęka opadła mi na podłogę i kilka razy się od niej odbiła. Dwusegmentowa bocznica towarowa Przema była całkowicie skończona (w sumie 160 cm), a Profesor do rzeczonego "maleństwa" dorzucił dwusegmentowy moduł w kształcie "eski" o łącznej długości 240 cm, później nazwany "Marsem". Ponieważ "eska" eNtrakera nie posiadała jeszcze przytwierdzonego toru podłączona została tylko bocznica Przema. W tym momencie makieta N-ormowa miała już 4,00m (dwa moduły Przema, moduł eNtrakera, moduł wiygNa, moduł Zvolacka). Rozpoczęła się wielka zabawa. W ruch poszły wszystkie loki jakie ze soba zabraliśmy. Nasz największy podziw uzyskał Zvolackowy Wittfeld. Bestia tak nieokiełznana, że o mało nie wyleciała z modułu (szok - koło zamachowe).


W odpowiednim momencie przyszedł czas na wręczenie nagrody dla zwycięzcy koNkursu - Zvolacka - za wykonanie modułu wg N-ormy i udokumentowanie tego faktu. Il Profesoro ponownie wszystkich zaskoczył - rozdał każdemu N-ormowiczowi "skalówkę" czyli linijkę z podziałką w skali 1:1 i 1:160 z logo N-ormy. Dodatkowo zostaliśmy uhoNorowani przez wiygNa i Hugwę jednym z ich ostatnich dzieł - rowerkiem w skali 1:160.


Po odetchnięciu i wykonaniu niezliczonej ilości fotek i filmików przyszła kolej na coś, co od dawna planowałem - wykonanie modułu. Jak się dowiedziałem, koledzy niedowierzali mi, że w trakcie spotkaNia zrobię od podstaw moduł. Wraz z Hugwą udaliśmy się do "hurtowni" przy chałupce (garażo-rupieciarnia), z której przytaszczyliśmy fragment starej szafy. Do profili wykonanych wcześniej przez Nemo, który nie mógł przybyć na spotkaNie z powodu panującej grypy, należało dorobić tylko boki skrzynki. Ochoczo zabrałem się do pracy i w ciągu 2-3 godzin skrzynka wraz z wypełnieniem ze styropianu była gotowa (również dzięki dzielnej asyscie dr Hugwy). Po odebraniu przydziałowych goździków oraz poklepywań po plecach kontynuowałem dalsze prace nad modułem.


W tym czasie koledzy przechodzili instruktaż "ogrodnictwa" prowadzony przez samego Profesora eNtrakera. Zvolack, który jeszcze do niedawna trząsł się ze strachu na myśl o posypaniu trawkami swoich modułów, odnalazł w tym nagle powołanie.
Jego wzgórze na module stacyjnym, wcześniej nagie i białe, nagle zaczęło przypominać malownicze ukraińskie pagórki. Po wielu prośbach i namowach, Profesor uległ i w efekcie do jego "Marsa" tory zostały przyczepione pinezkami. Jeszcze tylko mała krzątaninie i makieta Normowa wydłużyła się o następne 240 cm. Teraz można było sobie poszaleć - mierzenie prędkości, najdłuższe składy, mordowanie Tkh 1 i tym podobne atrakcje. Oczywiście wszystko udokumentowane w postaci fotek i filmów. "N-ormówka" zanotowała kolejny rekord - 6,4 m.



W trakcie luźnych rozmów (tu prym wiódł Zvolack - dusza towarzystwa) wpadliśmy na pomysł przyznawania certyfikatów modułom wykonanym wedlug N-ormy. Byłaby to trawiona blaszka z numerem i logo umieszczanym na bokach modułów. Temat wymaga jeszcze dopracowania, ale wstępnie uznaliśmy to za dość oryginalne i warte wykonania.


Koło północy mój moduł był przejezdny (lekcja lutowania dr Zvolacka) i wymagał już tylko "ogrodnictwa". Przyszła pora na telesfora i towarzystwo uderzyło w kimono. Jednak trójka amatorów nie mogła zmrużyć oka. Propozycja - "może pójdziemy na dół i pojeździmy trochę?" - została błyskawicznie zrealizowana.


Przemo, Hugwa i ja przetestowaliśmy kilka składów, przetaczając je ze Zvolackowa do bocznicy Przema. Podpinane do olbrzymich ładunków, "maleństwo" Hugwy wykorzystywane było niemiłosiernie. Należy dodać, że "Mars" N-trakera został wykonany z 2 cm wzniesieniem i na spadkach widać było, jak niektóre z lokomotywek zwalniają, a czasami nawet ledwo udawało im się podjechać. Po jakims czasie zostawiłem kompanów przy makiecie i zabrałem się do dalszej obróbki mojego modułu.


Gdy ja pobierałem nauki na lekcji "ogrodnictwa" prowadzonej przez dr Przema, dr Hugwa starał się wyjaśnić przyczyny kłopotliwego zatrzymywania sie lokomotywek na rozjazdach bocznicy towarowej. Problem ten powstał po ich spatynowaniu. Pomimo oczyszczenia szyn loki czasami zatrzymywały się. Nawet interwencja samego "Profesora" nie przyniosła żadnego rezultatu. Konstrukcja rozjazdów Peco wymaga aby iglica czerpała napięcie poprzez jej styk z szyną, a te wyglądały na czyste! Po dokładnych oględzinach okazało sie, że jednak we wcięciach szyn, tam gdzie najdalszy punkt iglicy dotyka szynę pozostały mikroskopijne ilości farby, które uniemożliwiały przepływ prądu. Wystarczyło je tylko dokładnie wyskrobać, co też Hugwa uczynił, wprowadzając Przema w ekstazę radości.


Kiedy nabrałem wprawy w sadzeniu zieleni, dr Hugwa znalazł swoje nowe powołanie - uleczanie chorych loków. V288 002 Przema niestety nie za bardzo chciała jeździć. Chociaż pora była już późna (a może wczesna), Hugwa zabrał się za rozbieranie lokomotywki na części pierwsze. Po dokładnych oględzinach i konsultacji u asystenta (tu moja rola) oraz drugiego chirurga (Przemo) wywnioskował, że uszkodzona jest zębatka, a wada jest fabryczna. W trakcie narady i po zasięgnięciu opinii u właściciela sprzętu, V288 przeszło bezbolesną operację usunięcia jednej pary kończyn (dolnych). Odrobinę oszołomiona lokomotywka ustawiona na szyny ruszyła lekko "kuśtykając". Radośc Przema nie znała granic.


Świtało. Nadchodził kolejNy N-ormowy dzień. Pozostała część załogi powoli zaczęła wychodzić z barłogu. Po szybkim śniadanku (brak popisów kulinarnych) przyszła pora na podłączenie mojego modułu! Ponieważ przestrzeń pomieszczenia wykorzystana była maksymalnie (od ściany do ściany), należało ustawić makietę po przekątnej. Cała operacja przebiegła bez większych kłopotów i moduł Miksera znalzał swoje miejsce wśród pozostałych. N-ormowa makieta osiągnęła maksimum tego spotkania - 7,20 m. Rekord ten zostanie najprawdopodobniej pobity przy kolejnej okazji. Oczywiście, znów "paparazzi machen" i "recording bite". Niestety, w tym momencie nadszedł kryzys i musialem udać się na spoczynek. Podczas gdy ja błogo śniłem, brygada dzielnie pracowała nad dekoracją mojego modułu. Hugwa testował drzewka. Odpowiedni krzak zanurzał w farbie (a dokładnie w drewnochronie znalezionym w kanciapie) i na mokro obkladał grubszą posypką Coarse Turf Woodlanda, utykając ją paluchami między gałązki. Na koniec posypywał tu i ówdzie, dla uplastycznienia drobną Fine Turf o jaśniejszej, żywej barwie. W ten sposób powstawały piękne drzewka, sadzone na Zvolackowych wzgórzach a także na moich równinach.


Wszystko piękne, co się szybko kończy. Zanim się obudziłem, ekipa rozłożyła makietkę i zapakowała ją do samochodów. Smutno nam było rozjeżdżać się do swoich domostw. Odjeżdżając, wstępnie ustaliliśmy termin kolejnego spotkaNia na połowe kwietnia. Jednak, jak wkrótce się przekonaliśmy, termin ten uległ zmianie (na wcześniejszy), co spotkało się z wielkim entuzjazmem wszystkich zebranych i nie tylko.


Podsumowując, to był bardzo udany weekend: wspaniali ludzie, cudowne chwile przy "rozjeżdżaniu" makietki - jednym słowem pysznie. "Cud miód i orzeszki". Apetyty na kolejne spotkaNie bardzo wzrosły. Spotkamy się więc już niebawem.


Na zakończenie chciałbym dodać, że podziękowania należą się człowiekowi, dzięki któremu możliwe było połączenie wszystkiego w całość i uszczęśliwienie wszystkich N-ormowców. Dziękujemy Tobie, Nemo, za olbrzymi wkład w naszą N-ormy. To wielka szkoda, że nie mogłeś pojawić się na tym spotkaNiu, ale mamy nadzieje, że w przyszłości nic już nie stanie na przeszkodzie, abyś mógł wszystko "dotknąć i pomacać" osobiście.


Podziękowania należą się również wszystkim osobom, które współpracowały tworząc tekst N-ormy. Słowa uznania również dla tych N-ormowców, którzy umożliwili wprowadzenie w czyn zapisów N-ormy a przede wszystkim naszemu animatorowi. Dzięki eNtraker!.


Ze swojej stroNy chciałbym serdecznie podziękować również mojemu wspaniałemu kumplowi - spiNakerowi. To on Naprowadził mNie na słuszNą drogę. Bez Niego nie wiedziałbym dziś, co to N-orma, ani nie poznał tylu wspaNiałych ludzi.


Tekst: Mikser.

Zdjęcia: Przemo, wiygN, Zvolack.

Autor filmu: wiygN.